Sobota to wyjątkowo nie-Mcewanowska powieść. Wierni czytelnicy mogą być nią poważnie zaskoczeni. Zaskoczeni treścią. Taką zwyczajną historią, dosyć zwyczajnego mieszkańca Londynu, który uprawia mało zwyczajny zawód neurochirurga. Jeden dzień z życia lekarza, począwszy od przedwczesnej pobudki sobotniego poranka, a zakończywszy prawie na poranku niedzielnego dnia. Wolna akcja obrazująca dokładnie każdy krok głównego bohatera, potok jego myśli, rozważań, ocena starych i nowych wyborów. Jego oczami widzimy ten sobotni londyński dzień, odczuwamy jego kategoriami, poznajemy rodzinę, bardzo zwyczajnie i bardzo nieśpieszne odfajkowujemy kolejne zaplanowane punkty dnia. A jak już tak się zaczytamy i pogrążymy w tej zwyczajności i znudzimy pozornym brakiem akcji, jak już uśpimy naszą czujność przywykli trochę do naszego poczciwego Henry’ego to McEwan znowu nas zaskoczy. Na krótko, gdyż będziemy zbliżać się do końca naszej opowieści, ale to zawsze lepiej, niż jakby ten dzień miał się po prostu skończyć zwyczajnie.
klipsy15 stycznia 2010
Brak komentarzy
Brak komentarzy.
Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu.
Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.
Rysunek moda damska rusztowania